52 weeks

3,4,5,6,7,8 & 9 of 52 weeks

Portety M. z siedmiu zimowych tygodni.  Jeden na kazdy tydzien, co tydzien w 2017.
Gdzies pomiedzy sniadaniem w biegu, jazda na rowerze we wczesnowiosennym deszczu, sprzatniem blota naniesionego do domu po karmieniu ptakow w parku – w aparacie, ktory zawsze jest gdzies pod reka – zachowalo sie siedem laurek z kazdego minionego tygodnia.
3/52 Wcinajac croissanty w bajkowiej Barcelonie.

Family time, Travel

In Bruges

Jest takie miejsce, które ukoi każde serce. Gdzie brukowane uliczki pachną czekolada, czas się nie spieszy, a każdy murek, czy kawiarniana ławka prosi cię o chwile uwagi. To Brugia. Trafiliśmy tam w pewien sierpniowy weekend, żeby przeżyć ostatnia, wakacyjna przygodę.

Travel

Chasing sun in Barcelona

Wiecie jak to jest. Gdzies w srodku zimy pojawia sie pustka. Jakas dziura ktora moga wypelnic jedynie promienie slonca i kolacje do syta, niebieskie niebo, widok morza i leniwe wedrowki.
Kiedy czas do kolejnych wakacji dluzy sie  niemilosiernie, za oknem dudni deszcz, a w perspektywie kolejny weekend spedzony z nosem przyklejonym do wilgotnej szyby, warto wsiasc w samolot i wyruszyc na poludnie.

Amsterdam life, Family time

Dear December

Nasza grudniowa historia zaczela sie spacerem po Amsterdamie dla ladnebebe.
Cudownie bylo spojrzec na miasto okiem turysty, zajrzec w pyszne wystawy sklepow i zaplatac sie w tlumie.
Amsterdam spowily tysiace swiatecznych lampek,  a rozporoszone po miescie kramy z oliebollen (tutaj je sie je tylko w swieta) kusily przechodniow.

52 weeks

2/52

Sobota. Czas na milosc. Mokre stopy wsuniete pod cieply koc. Poranne przytulanki.
Dzis przez chwile za oknami bylo naprawde bialo.
.Picture of my younger son, once a week, every week in 2017.

52 weeks

1/52

Pierwsze tygodnie stycznia minely blyskawicznie. Aparat z noworocznego, zimowego snu przebudzil sie tylko raz, aby uwiecznic wesola buzie Maxa pirata. Plan jest taki, ze to pierwszy z 52 portretow M. jeden co tydzien i tak do konca 2017.